Łukasz Kielban prowadzi popularny blog pt. "Czas Gentlemanów". Radzi w nim, jak się elegancko ubrać, kulturalnie poderwać dziewczynę, zapanować nad złością czy uwarzyć smaczne piwo.

Blog powstał trzy lata temu, a na facebookowym profilu ma już ponad 20 tysięcy polubień. Łukasz Kielban jest mężem, ojcem, historykiem, poznaniakiem, a także - no właśnie - dżentelmenem. Historię traktuje jak machinę do podróży w czasie i chętnie do niej wraca. "Mimo że lubię dbać o siebie, nie chodzę w cylindrze, nie noszę monokla i nie wywijam laską. Z wyglądu jestem zwykłym facetem, choć ostatnio chadzam w fedorze. Nadal jednak nie porzuciłem jeansów" - pisze na blogu Czas Gentlemanów.

Jak na dżentelmena przystało, Kielban ma swoje hobby - zbiera obiegowe monety z całego świata. A także służy radą wszystkim, zarówno mężczyznom, jak i kobietom, którym w świecie towarzyskich reguł i przyzwoitego zachowania zdarza się nieco pogubić.

"Prawdziwi dżentelmeni już wymarli" - słyszymy od jakiegoś czasu. To prawda czy tylko utarty, często powtarzany mit?

W pewnym sensie po II wojnie światowej dżentelmeni faktycznie zeszli na margines. Przez okres PRL-u i lata 90. na czoło wybił się w naszej kulturze model mężczyzny macho. Nie dość, że niezwykle trudno było mu sprostać, to wcale nie przystawał do naszych oczekiwań. Stąd poczucie, że zapanował tak zwany „kryzys męskości”. Dzisiejsi mężczyźni szukają natomiast wzorca postępowego, ale nadal bardzo męskiego. Niestety, tymczasowe trendy nie zaspakajały tej potrzeby.

Stąd w ostatnich latach możemy zaobserwować zwrot ku przedwojennej klasyce: męskiej elegancji, manierom i dżentelmenom. Ci ostatni okazali się świetnym modelem męskości, który można łatwo dostosować do naszych potrzeb. Nie da się go bowiem przywrócić w dawnej postaci, gdyż my sami za bardzo się zmieniliśmy. Dżentelmen jest jednak bardzo męski, a przy tym delikatny, szanuje innych, ale nie robi tego własnym kosztem - to bardzo dobre podstawy do modelu nowoczesnego mężczyzny. Nie bez znaczenia są też nasze skojarzenia o relacjach dżentelmenów z kobietami. Chęć aspirowania do bycia dżentelmenem przejawia coraz więcej młodych mężczyzn, więc stwierdzenie, że wymarli jest coraz mniej aktualne.

W którym momencie swojego życia zdecydował Pan, że będzie hołdował wszelkim konwenansom i dążył do modelu współczesnego dżentelmena?

Trudno byłoby wskazać jeden moment. Myślę, że dość wcześnie wyrobiłem w sobie empatię, pewną wrażliwość, która pozwoliła mi w szczególny sposób zadbać o moje relacje z innymi ludźmi. Niemniej z pewnością przełomowym momentem było założenie bloga Czas Gentlemanów. Powstał on pierwotnie, by dzielić się z ludźmi ciekawostkami historycznymi o międzywojennych dżentelmenach, które zdobywałem podczas mojej pracy naukowej.

Z czasem jednak sami czytelnicy pokazali mi, jak duże jest zapotrzebowanie na uwspółcześnienie tamtych zwyczajów. Zaczynało się od pytań: „jak przekonać do siebie dziewczynę, korzystając z manier dżentelmenów?”. Powoli ten temat wciągał mnie osobiście, odszedłem od ciekawostek i dzisiaj Czas Gentlemanów pokazuje, jak być nowoczesnym dżentelmenem, mężczyzną z klasą. Blog to bowiem również zapis mojej ścieżki rozwoju, więc nie można mu zarzucić, że jest nieżyciowy.



Ma Pan wszelkie zasady savoir-vivre'u w małym palcu, czy może jednak często zdarzają się Panu gafy?

Szczerze mówiąc, nie odczuwam potrzeby wkuwania podręczników dobrego wychowania na pamięć. Moim zdaniem dżentelmena cechuje nie tyle znajomość wszystkich reguł, co umiejętność poradzenia sobie w każdej, nawet zupełnie nieoczekiwanej sytuacji. Osiąga się to poprzez empatię, cechę rzadko kojarzoną z mężczyznami, a jednak niezwykle ważną w relacjach międzyludzkich. To ona pozwala nam się dostosować i odpowiednio zareagować również wobec zdarzeń, których zasady nie obejmowały. W pierwszej kolejności właśnie tę empatię pielęgnuję w sobie, bo wiem, że bez niej bylibyśmy tylko robotami, postępującymi wedle wyuczonych reguł. Natomiast, rzecz jasna, jestem tylko człowiekiem i wpadki również mi się zdarzają. Robię jednak wszystko, żeby ich unikać w przyszłości.

Jak Pan, uśredniając oczywiście, ocenia polskich mężczyzn i ich kulturę. Blisko im do dżentelmeństwa, czy też długa jeszcze droga przed nimi?

Pamiętajmy o jednej rzeczy - dżentelmenów, niezależnie od epoki historycznej, nigdy nie było dużo. Stanowili zawsze elitę, niewielką część społeczeństwa. Trudno więc, by stanowili wzorzec dla wszystkich. Powoli jednak wzrasta liczba mężczyzn, zainteresowanych takim wizerunkiem. Widzę to choćby po tym, jak często na moim blogu młodzi mężczyźni proszą o rady z zakresu eleganckiego ubioru czy odpowiedniego zachowania. Zresztą już sam fakt, że Czas Gentlemanów odwiedza miesięcznie ponad sto tysięcy czytelników o czymś świadczy. To jest bardzo budujące. Myślę, że młodzi mężczyźni są chętni do pracy nad sobą. Dostrzegają zalety dbania o maniery i rozwijania swojego charakteru.



Od razu muszę zadać analogiczne pytanie, dotyczące kobiet. Jak to jest teraz z damami w Polsce?

Z damami jest zupełnie inaczej. Model dżentelmena łatwo jest uwspółcześnić, ale dama wydaje się "spoczywać" daleko od oczekiwań dzisiejszych kobiet. Nie kojarzy się z niezależnością i sukcesem, lecz z dodatkiem do mężczyzny czy nawet pieskiem salonowym. Przez to wiele spraw wiążących się z byciem damą jest przez kobiety traktowane z dystansem.

Niemniej nawet mojego bloga czyta wiele kobiet tłumaczących to tym, że są zainteresowane, ale nie ma dla nich odpowiedniego miejsca czy to w sieci, czy w tradycyjnych mediach. Pewne zapotrzebowanie więc jest i mam nadzieję, że będzie rosło. Nie wróżę bowiem dżentelmenom świetlanej przyszłości, jeśli kobiety nie będą chciały być choć trochę nowoczesnymi damami. Gorąco kibicuję wszystkim inicjatywom, które próbują to zmienić.

Kogo wskazałby Pan ze świata polskiego show-biznesu jako klasyczny przykład dżentelmena?

Dżentelmena poznajemy po jego zachowaniu w sytuacji prywatnej, gdy spotyka się go osobiście i lepiej pozna. Dlatego trudno mi wskazać kogoś takiego. Tak naprawdę nie decydują maniery, tylko gotowość do niesienia elementarnej pomocy innym. Najważniejsze to posiadać w sobie wspomnianą empatię. To dzięki niej zdobywa się prawdziwy szacunek innych osób. W byciu dżentelmenem niezwykle ważny jest też szacunek dla samego siebie i trzymanie się własnych zasad. Trudno to zauważyć u kogoś, obserwując go z zewnątrz.

Niektórzy hołdują efekciarskiej zasadzie: "Mam gdzieś to, co o mnie myślą inni ludzie". Takie podejście ma być rzekomo dowodem na niezależność i twardość charakteru, jest też kompletnym zaprzeczeniem dżentelmeństwa. Co Pan o tym sądzi?

Może jest po prostu tak, że jeśli ktoś nie jest w stanie sprostać społecznym oczekiwaniom, to ucieka przed życiowymi wyzwaniami? Te stwierdzenia o niezależności od opinii reszty świata uważam za zwykłą maskę. Takie myślenie może działać tylko na krótką metę. Ważny jest przede wszystkim szacunek do samego siebie. Mężczyzna powinien sam wyznaczać sobie granice, których nigdy nie przekroczy. Wówczas dbając o samopoczucie jego towarzyszy nie zrobi nic, po czym nie mógłby z czystym sumieniem spojrzeć sobie w oczy w lustrze.



O czym dżentelmen nigdy nie powinien rozmawiać?

Stereotypy podpowiadają, że nie rozmawia się o pieniądzach, polityce ani religii, ale to jest mylące stwierdzenie. Nie jest tak, że dżentelmen nie rozmawia nigdy na pewne tematy. Powinien unikać takich, które ewidentnie grożą wybuchnięciem kłótni. Na przykład na święta przy wigilijnym stole lepiej nie rozpoczynać dyskusji o polityce, że PiS to, a PO tamto. Bo ciotka pokłóci się ze stryjkiem, a cała reszta będzie zażenowana tym, że skończyło się jak zwykle. Są jednak pewne tematy, o których boimy się mówić i nie umiemy ich podjąć. Na przykład zdrowie to bardzo krępująca sprawa. Czasami niektóre osoby rezygnują nawet z wizyty u lekarza, byle tylko nie musieć opowiadać o swoich dolegliwościach i odczuwać przy tym wstydu. To bardzo niepokojąca tendencja.

O tematach intymnych i drażliwych można, a czasem nawet trzeba rozmawiać. Mężczyznę z klasą wyróżni natomiast umiejętność oceny sytuacji i rozmówców, zanim wejdzie w taką dyskusję.

Ale na pewno w niektórych napiętych sytuacjach nawet komuś tak obytego z zasadami dobrego wychowania jak Pan musi zdarzyć się wybuchnąć. Rzucić "wiązanką" albo walnąć pięścią w stół. Za kółkiem chociażby...

Oczywiście, że to mi się zdarza; mam swoje wady. Chyba można nawet powiedzieć, że jestem wybuchowym człowiekiem, ale staram się nad tym pracować. Żyjemy niestety w bardzo nerwowych czasach. Wszyscy się niesamowicie spieszą i to nas potrafi zgubić. W pośpiechu całe mozolnie budowane zasady savoir vivre'u mogą runąć jak domek z kart.

Nie uznaję jednak częstej postawy w rodzaju: "Taki już jestem, nie zmienię się". To pójście na łatwiznę, wszystko da się zmienić. Trzeba tylko pracować nad sobą, nad naprawianiem złych cech swojego charakteru. Ja tak robię i zazwyczaj po jakimś czasie od powziętego postanowienia poprawy widać wyraźne efekty.

Czy nie jest tak, że dżentelmeni mogą być dziś odbierani jako "sztywniacy"? Ponurzy faceci, którzy nie potrafią wrzucić na luz.


Nie widzę związku... Sztywny może być każdy niezależnie od wyznawanych zasad życiowych. Natomiast postępowanie wedle zasad dobrego wychowania nie wyklucza dobrej zabawy i poczucia humoru. Wręcz przeciwnie! Te zasady zostały stworzone po to, by ułatwić relacje międzyludzkie. Na przykład dżentelmen stara się być erudytą, obeznanym w różnych dziedzinach życia. Tak, aby w sytuacji, gdy pozna nową osobę, umieć dyskutować z nią na możliwie jak najwięcej tematów i być interesującym rozmówcą.

Wrócę jeszcze raz do wątku empatii, dżentelmen powinien na tyle wyczuć atmosferę, że będzie mógł się w niej zachować, nie wprowadzając dusznej atmosfery. Dzięki temu jest tak interesującym towarzyszem.

Rozmawiał Arkadiusz Gołka

Hallo

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

na Heimacie Katowice Hanys - dżentelmen (gość)

kiły się nie boi. Hanys - dżentelmen kiłę ma, często wrodzoną...